Biznes nie lubi rozgłosu

Biznes nie lubi rozgłosu.

Siedzę wraz z żoną w pokoju. Ona do mnie:

– „Patrz, gościu kradnie”. Patrzę na ekran telefonu. Faktycznie jeden stoi przy stanowisku kasowym i stara się zasłonić część sali sprzedażowej. Zaś drugi w czapce krąży przy regale ze słodyczami i pakuje czekolady 300g znanej marki na „M” do spodni. Ile dokładnie zabrał, ciężko ocenić. Pierwsza myśl: „ile jesteśmy w plecy?”. Rachunek jest prosty każda po 10-15 zł. To minimum z 50-100 zł. Historia jakich wiele na sklepie, ale ta miała swoją kontynuacje.

Kolejnego dnia na pierwszej zmianie pytam pani „E” (pracuje w sklepie od paru miesięcy) pokazując jej nagranie z monitoringu:

– „poznaje pani tego gościa?” a ona na to w jedyny dla siebie ekspresyjny sposób:

– „no tak, koledzy z podwórka! A co ukradli?” Odpowiadam jej, że czekolady firmy „M”. Ona wpada w furie i zaczyna przeklinać. Mówi, że te czekolady które zostały wczoraj skradzione – leżą u niej w domu, bo jej chłopak odkupił je za ułamek ceny od swoich kolegów – czyli złodziei, którzy odwiedzili nasz sklep.

Kolejnego dnia  skradzione czekolady trafiają do mnie na biurko. Oczywiście przyniosła mi je pani „E” 😉

P.S:

Takich historii, jak ta powyżej w ciągu tygodnia jest kilka. Część dotyczy pracowników, przedstawicieli handlowych, dostawców zaś innym razem spraw, które załatwiam w urzędach lub prób kradzieży.

Biznes nie lubi rozgłosu. Dlatego też, nie będę pisał kim jestem i gdzie prowadzę swoją działalność. Wiele na temat mojej osoby będzie można wyczytać między wierszami. Nie będę również podawał nazw firm, których dotyczy dany wpis. Jak również imion osób z którym współpracuję.

Czy wszystkie opisane na tym blogu historie są prawdziwe?

Tak, wszystkie historie są prawdziwe. Choć momentami ciężko będzie w to uwierzyć 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *