Absurdy prowadzenia działalności

Absurdy prowadzenia działalności.

Siedzę w biurze. Jeden ze współpracowników przychodzi i mówi:
– „Panie z Inspekcji Handlowej do Pana.”
Pierwsza myśl. To chyba coś poważnego. Do tej pory nie miałem świadomości, że taki organ może się pojawić na sklepie. Wiadomo Sanepid, Urząd Skarbowy, Inspekcja Pracy czy Urząd Celny. Ale Inspekcja Handlowa? Pierwsze słyszę.
Wychodzę pośpiesznie do Pań urzędniczek na sklep.

– „Pan jest właścicielem sklepu?” Odpowiadam:
– „Słucham w czym mogę pomóc?” No i się zaczyna.
– „My z inspekcji handlowej, na kontrolę. Gdzie możemy położyć nasze rzeczy?”
Wskazuje pomieszczenie socjalne. Panie się rozgościły, jak gdyby nigdy nic. Na wstępie proszą o dokumenty rejestrowe firmy. I tłumaczą powód swojego przybycia, jako ogólnopolską akcję. Gdzie rutynowo odwiedzają wybrane punkty. Mówią, że kontrola może trwać nawet parę tygodni.

Słysząc takie słowa do śmiechu mi nie było. Wychodzą na salę sprzedażową i przyglądają się poszczególnym regałom z produktami. Po 2h godzinach zjawiają się pod biurem z czterema hermetycznie zamkniętymi opakowaniami z zupą firmy „P” i oznajmiają, że dwie zabierają do badania , które ma wykazać czy skład produktu jest faktycznie taki sam jak jest napisany na opakowaniu. Pozostałe dwie pakują w folie zabezpieczającą i każą tego nie ruszać do momentu otrzymania wyników.
Pierwsza moja myśl, a kto zapłaci za te opakowania? Pani urzędniczka szybko pośpieszyła mi z wyjaśnieniem, że mają takie prawo. Hmm, no tak przecież to urzędnik. Czego mogłem się spodziewać? Że wyciągnie portfel z plikiem pieniędzy i podejdzie do kasy?

Na koniec informują mnie, że pojawią się w najbliższy piątek. Jak powiedziały, tak zrobiły. Przyniosły stos dokumentów. Rozgościły się ponownie na zapleczu. Gdy pytam jakie konsekwencje czekają nas w przypadku gdy wyniki badań nie będą pozytywne, to urzędniczka informuje mnie, że kara w wysokości od 500 zł do 20 000 zł. A na pytanie jak się przed tym uchronić w przyszłości odpowiada, że będzie mi ciężko. Myślę, że te ostatnie słowa tłumaczą wszystko.

Gdy wróciłem do domu, czytam artykuł że wicepremier Mateusz Morawiecki na kongresie użył takich słów:
„Przedsiębiorcy to nie są kombinatorzy, a państwo to nie jest łupieżca”. Nie?
No to pytam, jak można obarczać właściciela sklepu za zawartość hermetycznie zamkniętego opakowania znanego producenta? Jaki wpływ ma osoba prowadząca sklep na to co jest na opakowaniu i w opakowaniu?
Ocenę tego czy jest to moralne i etyczne zostawiam Wam. A może to tylko łatanie dziury budżetowej? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *