Problemy z alkoholem

Problemy z alkoholem.

Czasami wydaje mi się, że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Sklep prowadzę krótko, ale mnogość przeróżnych historii jest nieproporcjonalnie większa do czasu istnienia działalności.

 
Chciałbym opowiedzieć Ci dzisiaj o pewnej sytuacji, która miała miejsce nie dalej jak miesiąc temu. Od marca tego roku pracuje u mnie Pani „A”. Wiek 50+, kobieta, na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżnia. Zagłębiając się w jej historię można stwierdzić, że jest osobą po przejściach. Posiadała całkiem spory majątek, zwiedziła duży kawał świata. Nie jeden z Nas chciałby mieć takie życie jak miała ona. Gdy zmarł mąż, jej życie zmieniło się diametralnie o 180 stopni. Straciła kamienicę, prowadzony hotel. Popadła w długi, dodatkowo w alkoholizm. Wyglądało to źle.
 
Pracowała u mnie od pół roku. Przez ten czas byłem z niej zadowolony do tego stopnia, że miała dostać podwyżkę. Co prawda otrzymałem listy od komornika, że chce przejąć jej wynagrodzenie. Były to jej prywatne sprawy w które jako pracodawca nie miałem prawa ingerować. Zadziwiające jest jednak to, jak łatwo można stracić majątek tworzony przez lata.
No i w końcu, pewnego dnia bez słowa nie pojawiła się w pracy. Wcześniej jej się to nie zdarzało. Nigdy się nawet nie spóźniła. Próbowałam się do niej dodzwonić – bezskutecznie. Po paru dniach nieobecności nie chciałem jej zwalniać dyscyplinarnie, ponieważ cenię ją jako osobę oraz jako pracownika. W końcu przychodzi do mnie jej koleżanka, z którą pracują na jednej zmianie i ze łzami w oczach oznajmia, że „A” ma problemy z alkoholem. Nie spodziewałem się tego. Wiecie, po pół roku wspólnej pracy, pięć dni w tygodniu po 8 godzin dziennie, z każdą z zatrudnionych osób powstaje pewna relacja. Jak w każdej pracy między przełożonym a pracownikiem powstaje często różnica zdań. Ale na swój sposób każdą z nich lubię i doceniam trud włożony w pracę na sklepie.
 
W pierwszej chwili nie wiedziałem jak całą sprawę załatwić, czy powinienem się angażować ? Czy mam do tego prawo jako pracodawca? Czy może powinienem po prostu odpuścić?
 
Nie, nie odpuściłem. Wspólnie z jej koleżanką postanowiliśmy o nią zawalczyć. Wywieźliśmy ją do rodziny, żeby ktoś miał nad nią kontrolę, bo „A” mieszka sama. Gdy zmieniła otoczenie i doszła do siebie, to po 10 dniach wróciła do pracy.
Pomyślałem sobie, że może to wszystko ma sens. Być może podjąłem dobrą decyzję, przekraczając relację pracodawca, pracownik. Cieszyłem się, że mogłem komuś tak po prostu pomóc.
Cała historia oczywiście nie kończy się w tak pozytywny sposób. Dzisiaj miała do pracy na 6:00 rano. Patrzę na zegarek godzina 5:50, 6:00, 6:15 – jej w dalszym ciągu nie ma, dzwonię – telefon wyłączony. Dzwonię ponownie – odbiera i mówi: „Dni mi się pomyliły, myślałam że dzisiaj mam wolne. Ubieram się i zaraz będę.”
 
Myślisz, że się pojawiła? Nie pojawiła się, ponieważ po raz kolejny nałóg ją pokonał. A ja jako pracodawca po raz kolejny staję przed wyborem: dobro sklepu czy ponowna walka z jej nałogiem.
I nikt mi nie powie, że życie przedsiębiorcy jest proste…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *