Pracownik z temperamentem

Pracownik z temperamentem.

Pani „B” pracuje z nami od początku istnienia sklepu czyli blisko 1,5 roku. Szanuję ją jako osobę i doceniam jako pracownika. Wykonuję swoją pracę w sposób solidny i potrafi pokierować całym zespołem. Na pierwszy rzut oka pracownik idealny. Jednak Pani „B” potrafi mieć gorsze dni. Lubi dominować i wydawać polecenia. Potrafi być opryskliwa, złośliwa, a dodatkowo posiada ogromny temperament. Staram się na wiele negatywnych jej zachowań nie zwracać uwagi. Ale są takie momenty w których pewne granice zostają przekroczone. I wtedy zazwyczaj dochodzi między nami do rozmowy.

Parę miesięcy temu gdy odbyliśmy jedną z takich pogawędek, Pani „B” się uniosła gniewem i powiedziała: „że dopiero co była u spowiedzi i nie zamierza się denerwować”, a następnie wyszła z biura. Dlatego nauczony już pewnym doświadczeniem staram się ważyć słowa. Po ostatniej takiej konfrontacji (które zdarzają się raz na parę miesięcy) humory były nieco lepsze. No dobrze, ale co takiego się stało? Już spieszę z wytłumaczeniem.

Ustalając grafik na styczeń Pani „B”  chciała mieć dwa całe weekendy wolne. Na jednej zmianie są 4 osoby. A że w styczniu były 4 weekendy, to każdej z Pań przysługiwał jeden. Dlatego Pani „B” była informowana kilkukrotnie, że jeśli nadal chce mieć wolne całe 2, to musi to uzgodnić z którąś z koleżanek i się po prostu zamienić (tak że np.: odda swój wolny weekend w lutym). Ale Pani „B” uznała inaczej. Na jeden wypisała sobie urlop, zaś drugi stwierdziła że wypada jej z grafiku. Oczywiście z nikim na ten temat nie rozmawiała, uznała to za pewnik. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt że w takiej sytuacji jedna z jej koleżanek pozostaje bez wolnego weekendu. Całą sytuację uznałem za niedomówienie i nie robiłem z niej problemu.

Potem Pani „B” wchodziła kilkukrotnie w moje kompetencję, między innymi decydując samej czy dane produkty powinny zostać przecenione o 50% (na każdej takiej transakcji sklep jest stratny). Takie działania podejmuje się np.: gdy zbliża się termin przydatności do spożycia. Ale nie gdy zostało jeszcze 2 tygodnie.

Czarę goryczy przelała w dniu gdy pierwsza zmiana przyjęła wszystkie dostawy i rozwiozła 4 palety towaru. Zaś zmianie Pani „B” pozostała ostatnia. Na koniec dnia okazało się, że paleta z towarem nie została nawet ruszona. Na monitoringu można było zobaczyć, że tego dnia Pani „B” nie szukała sobie zajęcia.

Uważam, że każdy ma prawo do gorszego dnia. Można nie mieć chęci do pracy. Ale w takiej sytuacji bierze się telefon i mówi: „Szefie źle się czuję, nie dam rady dzisiaj nic zrobić.” I takie podejście bym zrozumiał, gorzej gdy współpracownik stara się o wszystkim zadecydować sam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *