Ludzie nie przestają zadziwiać

Ludzie nie przestają zadziwiać.

Ludzie nie przestają mnie zadziwiać. Firma, którą prowadzę nie pozwala mi się nudzić. Oczywiście ma to swoje plus – przede wszystkim brak monotonni. Ale też i minusy – głównie nerwy i stres. Dodatkowo decyzje współpracowników są często nieracjonalne, podyktowane emocjami.

Weźmy dla przykładu sytuację z ostatniej soboty. Poranek, koło godziny 9:00 rano. Ja na delikatnym rauszu, siedzę w towarzystwie kompanów z ostatniego wieczora. Otrzymuję telefon od Pani „E”. W związku z tym, że miała przyjść na drugą zmianę (14:00 – 22:00) odbieram, aby upewnić się, że wszystko w porządku. Takiego przekazu się nie spodziewałem, zresztą poranek był zbyt leniwy żebym mógł być na to przygotowany.

Furia, to chyba zbyt delikatne słowo aby określić, to co kierowało Panią „E”. Właściwie był, to monolog z jej strony. Ograniczyłem się tylko do paru powtórzeń w stylu: „po co się tak Pani denerwuje?”. No ale o co chodziło, spytasz? Już spieszę z wytłumaczeniem.

Z pozoru dość błaha sprawa, nie dotyczyła jej bezpośrednio. Tylko jej koleżanki, Pani „K” – która, to poinformowała ją, że do pracy się dzisiaj nie wybiera. Jak wiesz Pani „K” jest w ciąży, więc Pani „E” uznała tą informację za pewnik. Oczywiście nie przemyślała sprawy, tylko z pretensjami od razu zadzwoniła do mnie. Padły słowa typu: „ona nie będzie zap*erdlać, za dwie. Jeśli „K” w pracy się dzisiaj nie pojawi, to jej też nie będzie. I składa wypowiedzenie zaraz potem.”
Tak jak wcześniej wspomniałem nie byłem przygotowany na tego typu telefon, tym bardziej że Pani „K” się ze mną nie kontaktowała.

Gdyby było tego wszystkiego mało, to towarzystwo z którym siedziałem słyszało większość rozmowy. Ciężko nie słyszeć gdy zapada cisza, a ktoś wykrzykuję Ci coś do słuchawki. Delikatnie mówiąc wyszedłem na idiotę, że pozwalam swojemu współpracownikowi wejść sobie na głowę.

Gdy już dotarłem do sklepu okazało się, że telefon od Pani „K” do Pani „E” był primaaprilisowym żartem. Niestety słowa, ani sposób przekazu Pani „E” jeśli żartem był, to raczej niesmacznym. Całej sytuacji zostawić tak nie mogłem. Przekroczono pewne granice, które nie powinny zostać przekroczone. Wychodzę jednak z założenia, że szef który krzyczy, to taki który racji nie ma.
Wyciszyłem emocje i w najdelikatniejszy sposób jak potrafiłem przedstawiłem swój punkt widzenia. Myślę, że do Pani „E”, to dotarło i kolejnym razem trzy razy się zastanowi zanim wybuchnie.

One comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *