Świąteczny wpis

Świąteczny wpis.

Temat dzisiejszego wpisu miał być inny. Ale jesteśmy przed świętami, więc może warto skupić się na czymś pozytywnym. A takie na pewno są ostatnie wyniki finansowe, prowadzonej przeze mnie działalności.

Mam niekiedy wrażenie, że sklep na początku wymagał dużego zaangażowania i pracy. Dzisiaj poza zamówieniami i kwestiami kadrowymi, tak naprawdę niewiele jest do zrobienia. Skończył się etap inwestycji, remontów, napraw tego co się psuło. Sklep spożywczy ma to do siebie, że nie ma potrzeby ciągłej rozbudowy. Oczywiście można wprowadzać nowy asortyment, nową kampanię reklamową czy nowe standardy sprzedaży. Ale jest to biznes lokalny. Sprzedaż odbywa się w sposób tradycyjny. I w związku z tym, że działamy w ramach sieci franczyzowej nie ma też specjalnie miejsca na innowację.

Tak naprawdę można powiedzieć, że tworząc zgrany zespół, moja rola robi się w pewnym momencie marginalna. Oczywiście podejmuje decyzje kluczowe dla całego przedsięwzięcia. Ostatnie słowo w przypadku zamówień czy promocji należy zawsze do mnie. Ale gdybym spędzał na sklepie codziennie po 4 godziny dziennie, a nie standardowe 8 – to myślę, że przedsięwzięcie nic by nie straciło. Wszystko jest kwestią rozdzielenia odpowiednio zadań poszczególnym współpracownikom.

Można spotkać się niekiedy ze sformułowaniem, że: na początku trzeba ciężko pracować, a potem można odpuścić i spijać śmietankę. Może tak do końca nie jest, ale po część na pewno tak. Jest to moment, kiedy można zregenerować siły po intensywnym wysiłku albo rozpocząć kolejny projekt.

Wróćmy do wspomnianych wcześniej wyników finansowych. Kiedy otworzyłem sklep utargi wynosiły 7 – 8 tysięcy złotych brutto dziennie. Oczywiście były lepsze i gorsze okresy. Biznes ten charakteryzuje się również sezonowością. Wtedy wydawało mi się, że gdybyśmy osiągnęli poziom 10 tysięcy złotych dziennie, to będzie sukces. No i w końcu tak się stało. Ale to było pół roku temu.

Miesiąc marzec był rekordowy i możemy pochwalić się najwyższym przychodem od początku działalności. Średnia dzienna sprzedaż wynosiła 10 – 13 tysięcy złotych. Stało się coś, o czym nawet nie chciałem marzyć. Myślę, że osiągnęliśmy już poziom, który ciężko będzie przekroczyć. Chciałbym się mylić, ale gdzieś musi być ta górna granica.

Cieszy mnie fakt, że biznes rośnie, a pracy jest coraz mniej. Życzę Ci tego samego, aby Twój biznes rozwijał się, a Ty żebyś mógł cieszyć się wolnym czasem. Wszystkiego najlepszego na te święta!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *