Juwenalia

Juwenalia.

Juwenalia, czyli jak się bawić to na całego. Studenci lubią imprezować i o tym nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Jeszcze nie tak dawno sam tak robiłem, więc wszystko rozumiem. No, może prawie wszystko.

Tak, to były ciężkie 4 dni. Sprzedaż na sklepie była nieporównywalnie większa niż rok wcześniej. Takiej ilości klientów się nie spodziewaliśmy. Dlatego trzeba było odciąć się całkowicie od świata zewnętrznego i w pełni poświęcić pracy.

Dzień pierwszy, godzina 16:00. Ruch na sali sprzedażowej spory, ale nic nie wskazuje na nadchodzące tłumy. Przeglądam ilość paragonów z pierwszego dnia juwenaliów 2016. Kiedy to już o tej porze przeżywaliśmy prawdziwy natłok. Mijają kolejne minuty, więc daję sobie jeszcze godzinę i jeśli się nic nie zmieni, to wracam do domu. W jak dużym błędzie byłem, to dopiero się okazało bliżej godziny 17:30. Tłumy, to jest mało powiedziane. Nie nadążaliśmy dokładać piwa do lodówek. Ale zapas na magazynie był tak duży, że wystarczyło jeszcze na dzień kolejny.

Dzień drugi, godzina 10:00. Student kontynuuje imprezę od samego rana. O ile w przypadku dnia pierwszego, sklep przeżywał natłok w ostatnich godzinach przed zamknięciem. Tak drugi dzień to już maraton od godzin porannych. Głównie ze względu na organizowany pochód. To, że ruch był rozłożony wcale nie spowodowało, że było lżej. Wręcz przeciwnie, momentami sklep wyglądał jakby przez półki przeszło tsunami. Czwartek, podobnie jak rok wcześniej był punktem kulminacyjnym.

Kolejne dwa dni były lżejsze, zwłaszcza kiedy jest zestawimy z czwartkiem. Choć utargi były duże wyższe niż zazwyczaj, a kolejka do kas niekiedy liczyła nawet po 30 osób. Cztery dni maratonu pod rząd jak dla mnie w pełni wystarczą. W tym czasie dużo czasu spędziłem na sali sprzedażowej, trochę dokładając towar, zaś pozostałą część stojąc jako ochroniarz przy kasach. Zwłaszcza wieczorami, bawiący się byli w różnym „stanie”. Część zachowywała powagę, druga część najprawdopodobniej nie dotrwała do finału imprezy. Tak rozbawione towarzystwo musi być kontrolowane. Nie ze względu na kradzieże, choć i takie na pewno miały miejsce. Często były przekraczane pewne granice (zasady), które nie powinny być przekroczone. Czyli spożywanie alkoholu na terenie i w najbliższych okolicach sklepu czy różne nieakceptowalne społecznie zachowania. Wtedy moja rola ograniczała się do upominania, co zazwyczaj przynosiło oczekiwany efekt.

Jak każde dobrze bawiące się towarzystwo po alkoholu, tak i studenci potrafią człowieka rozbawić. Na regale ze słodyczami dla przykładu znalazłem otwarte jajko niespodziankę. Czekoladę zostawili ale zabawka zniknęła. O takich przykładach jak do połowy wypita woda i z powrotem odłożona na regał nawet nie wspominam.

Podsumowując, pod względem finansowym juwenalia można uznać za sukces. W czwartek utarg był dwukrotnie wyższy niż to co mamy w każdy inny dobry dzień. Był to czas wytężonej pracy. Oczywiście nie wszystko przebiegło w sposób idealny. Przy takiej ilości osób jaka pojawiła się na sklepie, ciężko jest nad wszystkim zapanować. Był to również prawdziwy test dla całej załogi, która zdała egzamin na piątkę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *