Jak biznesu nie robić

Jak biznesu nie robić.

W życiu każdego mężczyzny przychodzi taki moment, kiedy słyszy od swojej żony słowa: „a może tak byśmy pomalowali pokój?”. Oczywiście jest to, tylko wstęp do większego remontu. Później przychodzi czas na wymianę mebli i parę innych usprawnień w mieszkaniu. A na początku tej drogi wiesz, że całość nie zajmie dwóch dni. Tylko jest to proces, który może zając tygodnie albo miesiące.
Większość wpisów skupia się wokół spraw związanych z moim biznesem. Dzisiaj opiszę jak prowadzą działalność gospodarczą inni. I nie będziemy tutaj mówić o firmie „Kogucik”, tylko o dużych, rozpoznawalnych markach.

Gdy już skończyłem malować, przyszedł czas na „zwiedzenia” salonów meblowych. Najbardziej do gustu przypadły nam te w sklepie „A”. Okazało się, że każda z czterech zamówionych (narożnik, stolik, komoda i szafka) rzeczy będzie do odbioru w innym terminie. Zadaję pytanie obsłudze: „Czy żeby nie jeździć do Państwa co tydzień, to czy mogę odebrać wszystko na raz?”. Słyszę odpowiedź, że nie ma takiej możliwości. Magazyn maksymalnie przechowuje produkty 5 dni. Podobnie jest w sytuacji gdy transport leży po stronie sklepu. Za wszystkie cztery meble, transport byłby liczony osobno.

Ok, takie zasady zostały przyjęte i nie ma co z tym dyskutować. Na stolik mieliśmy czekać do 3 tygodni. Pomimo tego, że w salonie była na nim etykieta pt. „dostępny od ręki”. Odebraliśmy wszystkie pozostałe meble i po 2 miesiącach od zakupu stwierdziłem, że najwyższy czas się upomnieć o brakujący element – czyli stolik. Okazało się, że infolinia nie potrafi od ręki odpowiedzieć, co się dzieje i kiedy go otrzymamy. Po tygodniu dostaliśmy informację, że stolika niestety nie będzie (tak, kupiliśmy rzecz, której nie było – tym powinna zainteresować się „Sprawa dla reportera” ;)).

Zostaliśmy zaproszeni do salonu na określony dzień (!), a tam obsługa miała przedstawić konkretne propozycje. Była jedna. Możliwość zakupu tego samego stolika, tylko że z ekspozycji. Ponoć były w sklepie dwie takie sztuki, ale na początku obsługa nie potrafiła wskazać miejsca tego drugiego. Zaproponowano nam zniżkę 10%. Powtórzę 10% – za 2 miesiące oczekiwania i używany, zadrapany w dwóch miejscach mebel. W tym przypadku, to było około 50 zł.

Gdy rozmowy trwały w najlepsze, jedna z Pań stwierdziła, że być może uda się zrobić rabat 20% pod warunkiem, że wyrazi zgodę na to kierownik salonu. W końcu odnalazła się również druga sztuka, tego samego modelu. Była w jeszcze gorszym stanie, niż ta pierwsza. Zaproponowano nam wybór innego stolika, (i taki sobie znaleźliśmy) okazało się, że niestety ale jest to ostatnia sztuka!

To wszystko przelało czarę goryczy, poprosiłem o kierownika (a negocjować wydaję mi się, że potrafię – więc nie obawiałem się tej rozmowy). Przedstawiłem całą sytuację i zaproponowałem zakup nie z 10% upustem, a za 50% ceny. Stwierdziłem, że jest to uczciwa propozycja. Raz ze względu na to, że wina leży po stronie sprzedawcy. Dwa ze względu na czas oczekiwania. Trzy, kupuję niepełnowartościowy towar.

Oczywiście kierownik nie mógł się zgodzić na taką propozycję, ze względu na zasady jakie w salonie panują. Ostatecznie zaproponowano zwrot pieniędzy. Przy kasie poinformowano nas, że jedynym rozwiązaniem jest przelew. Przelew, na który będziemy musieli czekać 30 dni! Nie miałem już siły się denerwować, ale powiem jedno, tak klienta nie powinno się obsługiwać. Tak nie powinno się robić biznesu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *