Nierzetelny kontrahent

Nierzetelny kontrahent.

Sklep spożywczy, to nie tylko relacje z klientami. Po drugiej stronie stoją inne firmy, czyli kontrahenci. Przedsiębiorstwa te, są reprezentowane przez przedstawicieli handlowych. Każdy z nich posiada swoich przełożonych, a ten zaś swoich. Jest to, struktura typowa dla korporacji. Tak należy, nazwać największe firmy działające w branży FMCG.

O producencie „F” wspominałem we wcześniejszych wpisach. Już jako student czytałem, że firma „F” działa w sposób nieetyczny. Korzysta z logo, do którego rości prawo kto inny. Ma problem z rozliczeniem się za reklamę z pewnym sportowcem, i wiele innych.

Myślałem jednak, że te problemy wizerunkowe wynikają z „robienie dużego biznesu”. Czyli gdzie wchodzą w grę ogromne pieniądze. Życie zweryfikowało moje wyobrażenia. Parę lat później, po tym jak ukończyłem wyższą uczelnię, przyszło mi współpracować z przedsiębiorstwem „F”. Faktura marketingowa (za wystawienie stojaka na sali sprzedażowej), na kwotę 200 zł netto okazała się tak wielkim problemem, jak konflikt o miliony złotych toczony przez firmę „F” w sądzie, o którym czytałem przed laty.

Stojak, o którym wspomniałem wcześniej stał kolejne miesiące, dlatego wystawiałem następne faktury. A płatności jak na początku były, tak z czasem występowały coraz rzadziej. Aż przyszedł rok 2017 i przestały być opłacane całkowicie. Kwota zadłużenia firmy „F” wobec mojego sklepu urosła do paru tysięcy. Przedstawicielka ciągle zapewniała, że „już przelew idzie” (choć w sumie, co miała mówić innego? To nie ona robi przelewy). Jej przełożony, powtarzał to samo.

Nie lubię, gdy ktoś wprowadza mnie w błąd i w sposób oczywisty oszukuję. Pozwoliłem sobie na maila do dłużnika na skrzynkę ogólnopolską. Okazało się, że wiadomość trafiła do wszystkich pracowników firmy. Od przedstawicieli do samego prezesa włącznie. Zrobił się zamęt, wysłano do mnie kierowników żeby załagodzić sprawę. Jednak jak szum szybko powstał, tak szybko temat ucichł. Z dużej chmury, mały deszcz – a przez kolejne miesiące, płatności nadal nie pojawiały się na moim koncie.

Wtedy napisałem kolejnego maila, wezwania do zapłaty i przyjąłem zdecydowanie bardziej ostrą retorykę. Reakcja była podobna, wydawało się, że teraz już musi się udać. Jednak nie zmieniło to nic! Przez cały miesiąc, gdy nie drążyłem tematu, firma „F” nie wykonała żadnego kroku w celu rozwiązania problemu.

W ten sądny dzień zadzwoniłem do przedstawicielki handlowej i jej przełożonego. Padło wiele niecenzuralnych słów (tak delikatnie mówiąc). Nie było proszenia, były oczekiwania i żądania. Już dawno nie puściły mi tak nerwy. Trzy dni później zostało przelanych większość pieniędzy. Okazuje się, że niekiedy trzeba postawić sprawę na ostrzu noża – inaczej Twój problem / sprawa będzie bagatelizowana.

A nierzetelnym płatnikom mogę tylko doradzić. Jeśli planujesz ostatecznie zapłacić, to czy warto psuć relację ze swoim kontrahentem biznesowym?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *