Plaga złodziei

Plaga złodziei.

Jest ciepło, część społeczeństwa jedzie nad morze, pozostali wybierają góry. Są i tacy, którzy robią „zakupy”. Wybrali taki styl życia, nie pracują 8h dziennie, 5 dni w tygodniu. Żyją z tego co ukradną (tzw. praca dorywcza;)). Nie ma znaczenia często wartość tych przedmiotów. Ważne, żeby ukraść i dalej spieniężyć za pół ceny.

Sprzyja takim działaniom pogoda oraz okres wakacyjny. Część personelu w sklepach ma urlopy, pozostała część bardzo prawdopodobne, że jest przed urlopem więc unika pracy. El dorado dla wszelkiej maści chłopaków spod osiedlowego trzepaka.

Stały bywalec, rower zostawia zawsze pod sklepem. Czapka z daszkiem, krótka koszulka, plecak. Wchodzi pakuje do plecaka i wychodzi „wejściem”. Czuje się jak u siebie, zrobił sobie z naszego sklepu swoją prywatną kuchnię. Dokonał kradzieży na co najmniej paręset złotych (możliwe, że kwota jest już wyrażona w tysiącach – ale o wszystkich incydentach nie sposób wiedzieć).

Można powiedzieć, że od dłuższego czasu czaiłem się na niego. Przeglądam monitoring, obserwuję wchodzących klientów na sklep. Jednak ciągle bezskutecznie, tak jakby to on obserwował mnie.

27 lipca 2017

Klientka podchodzi do kasjerki i mówi jej:

– Musicie bardziej uważać, ponieważ widziałam jak wam kradną.

Okazało się, że stały bywalec pojawił się na sklepie. Zabrał cały karton sera żółtego (czyli 10 opakowań). Przybliżona wartość straty, to około 45 zł. Jednak klientka zamiast poinformować o całym incydencie personel od razu, zrobiła to na sam koniec – po zrobieniu zakupów. Czy jest to postawa pro obywatelska? Jedyny komentarz jaki mi się nasuwa, to: żenujące (tzw. ciche przyzwolenie)! Jakby nic nie powiedziała, to na to samo by wyszło.

1 sierpnia 2017

Już mamy wychodzić wraz z żoną z pracy. Słyszę krzyki: „złodziej, złodziej!”. Biegnę z zaplecza, widzę oddalająca się sylwetkę. Oczywiście, jest i on! Czapeczka, plecak. Przelatuję przez domykające się drzwi. Ma przewagę 5 – 8 metrów. On próbuję wsiąść na rower ale odległość jest zbyt mała, żeby mógł zrobić to w sposób swobodny i się rozpędzić. Dlatego biegnie, prowadząc rower z dodatkowym balastem w postaci plecaka. Odległość się zmniejsza, wypada mu pęk kluczy na ziemię. Krzyczę za nim, pada strumień wulgaryzmów…

On powtarza jak mantrę: „nic nie zrobiłem”. W pewnym momencie odległość się zmniejsza do takiego stopnia, że wrzuca rower w krzaki. Podnoszę rower ale żyłki od hamulców oplątały się wokół kierownicy, zanim odplątałem był 30m ode mnie. Wsiadam na rower i jadę za nim. On przelatuje przez ulicę. Pokonuje 4 pasy sprintem, nie patrząc na nadjeżdżające samochody. Z pobliskich aut krzyczą „gapie”: „goń go, tam pobiegł!”. Dodatkowo motywacja spowodowała, że wsiadłem na rower i popędziłem w stronę parku.

Nie złapałem go, ale to nie koniec historii. Wracam do sklepu, słyszę krzyk ze skrzyżowania. Około 50m ode mnie. „Oddawaj ku*wa mój rower, bo dzwonię po policję.” Nie czekałem na to, sam zadzwoniłem. Krzątam się po sklepie w oczekiwaniu na radiowóz – w końcu posiadam rower i pęk kluczy złodzieja.

Naglę widzę kobietę, koło 50-tki pyta kasjerkę o kierownika. Od razu domyślam się w czym rzecz. Okazuję się, że to mama (!) delikwenta przyszła po rower. Doszło do potyczki słownej, postanowiłem nie oddać fantów do przyjazdu policji. Kobieta próbowała uciec po tym jak zdała sobie sprawę, z tego co naprawdę zrobiła. Wkręciła własnego syna. Gdyby nie przyszła, straciliby rower i pęk kluczy ale tożsamość złodzieja nadal nie byłaby znana. A tak odzyskali zgubę, ale ujawnili swoją tożsamość (przy okazji poznałem miejsce zamieszkania – 2 ulice dalej od sklepu). Zatrzymałem kobietę do przyjazdu policji.

2 sierpnia 2017

Jadę wraz z żoną na komisariat policji. Zostawiamy nagrania z kradzieży. Od policjanta dowiaduję się, że „stały bywalec” jest znany policji. Wyrok w zawieszeniu, liczne kradzieże w okolicznych sklepach, bójka oraz dozór policyjny. Niezłe CV jak na `93 rocznik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *