Zawód: złodziej sklepowy

Zawód: złodziej sklepowy

Otrzymuję systematycznie darmowe czasopisma, przeznaczone dla właścicieli sklepów spożywczych. Typowa prasa branżowa, gdzie na połowie stron znajdują się reklamy. Zazwyczaj nawet nie otwieram paczki, od razu cała przesyłka wędruje do kosza.

To nie tak, że nie chce się dokształcać. Uważam, że zawsze warto, jednak tego typu prasa zazwyczaj poza próbą zaprezentowania nowego produktu producenta, niewiele ma do zaoferowania treści. Zwłaszcza takiej, która pozwoliłaby dowiedzieć się czegoś wartościowego.

Tym razem było inaczej, na okładce widać zdjęcie kamery monitoringu. Na dole zaś ogromy napis: „ zawód: złodziej sklepowy ”. Tyle wystarczyło abym się zainteresował tym, co znajduje się w środku. Doskonale wiem, że ten temat się przewija na tym blogu systematycznie. Jednak nie byłby on poruszany, gdyby nie fakt, że jest to ogromny problem z którym się zmagam.

Zawsze wiedziałem, że w Polsce się kradnie. Z tirów, które mają transportować towar między magazynami, potrafią ginąć całe palety towaru. Sklepy w galeriach handlowych potrafią w ciągu godziny stracić całą rozmiarówkę spodni danego typu (od XS do XL).

Jednak gdy problem nie dotyka nas bezpośrednio, to pewne fakty do nas nie docierają. Ostatnie 2 miesiące jednak uświadczyły mnie w przekonaniu, że istnieje coś takiego jak zawód: złodziej sklepowy. Daję pracę 8 osobom, płacę podatek dochodowy i VAT, gminę zasilam wpływami z koncesji. Dodatkowo na całym biznesie zarabiam ja, ale też pewna grupa społeczna. Tzw. pasożyty, które żerują i muszą swoją część tego tortu zabrać. Pomimo tego, że nie jestem instytucją charytatywną, to i tak część swoich zarobków oddaje dla tej części społeczeństwa.

Może i wnioski zbyt daleko idące, nie chcę tego robić, a i tak się dzielę. Czy to już można podciągnąć pod filantropię? Czy dentysta, taksówkarz, mechanik, rolnik tak jak ja oddaje co miesiąc ludziom parę tysięcy złotych? No, nie! A mnie nikt nie pyta o zdanie, ale mimo chodem to robię. Można powiedzieć, że również utrzymuję tych ludzi.

W okresie wakacyjnym nie ma tygodnia, aby nie było paru incydentów, które wychwytujemy. Złodzieje są tak bezczelni, że kradną nawet gdy znają personel w sklepie. Ostatnia sytuacja wyglądała mniej więcej tak:

– Złodziej do ekspedientki, która mieszka bramę obok niego: „Jakby co to mnie, nie widzisz. Czy jest ktoś na zapleczu?”

Złodziej podchodzi do półki ze słodyczami i zaczyna pakować do plecaka „fanty”. Podbiegają dwie pracownice, wydzierają mu czekolady. Jednak nabiał, który zapakował wcześniej wynosi ze sklepu. Tego typu sytuacje w ostatnim czasie są na porządku dziennym. Ile delikwentów bym nie złapał, to ciągle pojawiają się nowi. Czy można mówić już o nowym zawodzie: złodziej sklepowy ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *